majowo.

08maj08

- Nie wierzę, że pani jest Polką. Mówi pani bez polskiego akcentu.

02.05 - był u nas pan Jurek Owsiak (niemiły, nieodstępny, rudawy i stary)

07.05 - pan Sekielski z przyjaciółmi (przesympatyczny, uśmiechnięty, lekko zawstydzony)

Bóg traktuję mnie jako swoją ulubienicę. Rozmawiając z nim w majowy weekend poprosiłaby, aby zrobił co ma zrobić, ale żebym już nie musiała pracować z Przemkiem (nie histeryzuj dziecino). Wczorajsza informacja od szefowej chlapnęła w moje wargi lekkim uśmiechem, a po powrocie do domu entuzjastyczną gamą słów do ludzi, którym najbardziej ufam. Przemek rzucił pracę. W poniedziałek.

Pierwszy i drugi maja spędziłam gloryfikując ruch w naszej restauracji, przy okienku wpłatomat w moim banku. Przeczulenie - które nazywam miłością - względem dzieci, ojczystego języka i psów sięga radosnych uniesień, widząc na niewielkim, białym talerzyku wdzięczności klientów w zamian za zauważenie spragnionego czworonoga i podarowania mu kubła zimnej wody, podgrzania we wrzątku słoiczka Gerber kawałeczki schabu z drobną marchewką, urokliwej konwersacji w języku angielskim, lub zdawkowego dialogu we francuszczyźnie. Celem końcowym kelnerowania i bycia na każde zawołanie dobrego humoru, jest cyfrowa lustrzanka - objawienie moich snów, coraz bliższe. Ważne są wyniki, a marzenia - potrzebne.

Stricte sam weekend w długiej przerwie przesiedziałam na weselu obok drużby - a prywatnie osobistego narzeczonego - i jego znajomych, delektując się faszerowanymi jajkami z kawiorem, łososiem, mlekiem z kawą, wiosennymi surówkami i niewielką - jak na moje możliwości i zachcianki - ilością czerwonego wina.

Znajomi niemal ćwierćwieczni zmieniają się pod wpływem pracy. Miała uszlachetniać, a zrobiła z nich (może nie gburowatych, ale) podmęczonych życiem, (może nie sfrustrowanych, ale) myślących mniej barwnie, nastawionych na przyszłość (poniedziałek) ludzi. Michał z Gosią jadą do Bytowa, bo on musi odejść z mało satysfakcjonującej i bad-paid pracy, a ona wytrzymać jako asystent farmaceuty do czerwca. Planują przenieść się w kolejne obce miejsce. Mówią, że bliżej stolicy. Myślę, że bliżej nas. Małgorzata wraca wcześniej ze znajomymi, bo ojciec jej partnera dowiedział się kilka dni temu, że ma raka wątroby. Adamscy uwielbiają wspólny taniec, ale Magda uwija się jak pszczółka, by przekonać Piotra o racjach utrzymania pracy w Telekomunikacji (chodźmy już..), a on sam nie zaprzecza - samemu musząc wstać na 8-mą do biura maklerskiego, w którym kręci się na krześle i rozwija. Mężczyzna zostaje do końca, a ja po trzech dniach 13-sto godzinnego biegania po salach restauracyjnych mam ochotę zasnąć i obudzić się za trzy dni. Wolna niedziela zaskakuje mnie pozytywnie i wprawia w zakłopotanie, bo naprawdę nie wiem, co mam z nią zrobić. Harry, część Zwierciadła dla psychoterapeutów, schab w sosie winegre’, obserwowanie deszczu, Gotowe na wszystko, niewielkie porządki, cotygodniowe wyrzucanie z torby papierków, groszy i śmieci, planowanie przyszłego tygodnia.

promarried.

29kwi08

Nieziemska moc obrączki z klasycznego złota i Śliwińskim kształcie, historią naszych rodziców z Zamojskiej i Królewskiej, odczuwalna jest naprawdę. Mężczyzna miał postawiony warunek. Dość ostry, mocny, nieprzenikniony błaganiami i nerwami niewielkimi w jego wydaniu. Stała praca, potem zakładanie formalnej rodziny. Dzisiaj o 8-mej rano został informatykiem w Regionalnym Węźle Łączności Ministerstwa Obrony Narodowej. Wyszedł zadowolony, a ja zostałam obudzona radosnymi - mimo, że jeszcze nie do końca wyzbytymi z nerwów - okrzykami, że dostał pracę, że ją ma, że od 1 maja będzie istniał w świadomości prezesa, a od 5 maja zaczyna.

- Gdzie swoją siedzibę ma Śliwiński? zapytał

- na deptaku, odpowiadam podejrzliwie. Mam na palcu już zaręczynowy pierścionek. Ale idzimy. Rozgrzani miastem w lekkim deszczu maszerujemy naszymi cichobiegami w stylu deskorolkowym. Wpadliśmy, wybraliśmy klasyczną 15-stkę dla mnie i pokaźną 23-kę dla niego, wyszliśmy, a jutro je kupujemy.

Ułoży się, ułoży! Muszę wybrać się do jakiegoś kręgarza, bo z moim kręgosłupem dzieje się wiele niedobrych rzeczy. Za dużo pracy stojącej po kilka godzin, za mało ruchu, ciepła i wypoczynku, za ciężkie torby i teczki, niewiele snu. Obrączki. Obrączki nie tylko w świadomości. Są, będą, obrączki!

etnies.

25kwi08

Etnisy, Diary of Alicia Keys, cztery funty pistacji i pierwszy rysunek kilkuletniej dziewczynki w życiu, rysowany specjalnie dla mnie (podpisano : <I>Gabrysia to dla Pani</I>).  Spędziłam fantastyczny dzień.  Na uczelni cotygodniowy wykład z poradnictwa małżeńsko-rodzinnego wypada za każdym razem celująco w moim odczuciu, w pracy - rarytasy, ekscesy, nie uśmiechy a jednak pozytywna buzia Szefowej. I ten rysunek. Pierwszy raz stanęły przede mną obowiązki dopatrywania ogródka, szkolenia nowego pracownika (nie wiem, czy to nie za dużo powiedziane, ale Przemek mimo cichej aparycji i braku wybuchowości daje sobie radę) przy jednoczesnym obsługiwaniu kasy. Dzisiaj skończyło się żydowskie Pesach, a jutro mam jakże polsko zalewany półmetek studiów z moimi Lalkami.

On to on. Mimo niedoskonałości - skłonności do nadmiernego spożywania alkoholu (<I>chyba w twoim mniemaniu!</I> - tłumionym głosem), i obijactwa stosowanego również na finiszu studiów. Likierowy chłopiec. Moje sto procent tego, co najlepsze.

incydenty.

24kwi08

Olka, Michał i Sektor ze swoją nową dziewczyną (wieżą? ogromem? niewidomą?) byli pierwszymi klientami na mojej zmianie. Siedemnasta zero trzy - wejście. Nie chcieli mnie zauważyć i po prostu nie przyznali się do znajomości ze mną. Biorąc pod uwagę fakt, iż ich inteligencja zbliżona jest do zera, i to, że Michały były najlepszymi przyjaciółmi trzeciego z ich drużyny, poczynając od wypadów do piaskownicy trzyletnich brzdąców gdzieś na końcu Lublina - zaskoczyło, zniewoliło, zirytowało do granic, do tupania nogami w sufit mnie to. Incydent mogę porównać do tego pierdolonego, dwudniowego wesela na którym musiałam* znosić piskliwy śmiech panny młodej i widok brudnego plastra antykoncepcyjnego byłej dziewczyny mojego narzeczonego. Tragikomedie codziennego życia. A uczę się od niego coraz więcej.

Bo dobroci - od Ciebie, Panie.

* musiałam, bo to było ważne dla połowy mnie. Ale więcej już tego nie zrobię.

będzie.

22kwi08

Cały dzień poję komórki moje najsłodsze już i tak od ogromu czekolady we krwi sporą latte z kufla z likierem czekoladowo-kokosowym, urodzinowym jeszcze. Nie wierzę jeszcze, że mam już dwie dwójki z przodu, i chciałabym żeby nie były moimi ostatnimi cyframi w wieku. Doliczyć do trzech, jak w piosence. Cały czas wydaję mi się, że mam rudy odcień włosów. I zastanawiam się jak to będzie w procesie moich marzeń spełniania - poza praktykami w szkołach w różnych częściach miasta, zajęciami na uniwersytecie i pracą - czwórka dzieci, wielki piesior, Smółka i Churchil zostawiające mokre kocie łapki gdzie popadnie. Przy mnie musi stać niepokaleczony jemiołą pasożytniczą dąb. Dąb - mężczyzna silniejszy ode mnie. Rozumiesz to?

M.

20kwi08

adwentysta - Pani jest Żydówką ?

pani chirurg dziecięcy - Pani jest mężatką, taka młoda?

korpulętna miłośniczka słodkiego, bułgarskiego - Ta dziewczynka na zdjęciu to pani?

pani chirurg - Trochę chuda, trochę pulchna. Rozkosz!

Z ciekawszych. Z Przemem i Kamilem pracuję mi się wyśmienicie. Dzisiaj wymyśliliśmy sobie, że będziemy losować długie zapałki. Kto wylosuje krótszą - spełnia zadanie. Jaki był nasz ubaw, kiedy podświetlając sobie twarze kolorowymi latarkami wymyślaliśmy teksty, których nigdy w życiu nie odważylibyśmy się powiedzieć klientom. Zaznaczam, że nie było tam ani wulgarnych słów, ani erotyzacji języka. Zaraz po tym chłopcy oświadczyli mi, że od przyszłego miesiąca nie będą tu pracowali. Moje żeby schowały się pod wargami, z poczuciem podwójnego poczucia straty.



Kategorie